styczeń 2015:

Od wtorku, 30 grudnia (a w niektórych sklepach od 31 grudnia, tj. od środy) można już nabyć kolejny, styczniowy, świąteczny numer "Prawdę mówiąc".

  • Jaka jest jego zawartość - patrz tekst na głównej stronie portalu.
Aktualnie nie ma żadnych nadchodzących wydarzeń.

Bez Ściemy

      2 października Sąd Okręgowy w Tarnowie rozpatrzył apelację złożoną przez rolnika z Iwkowej , Włodzimierza Knurowskiego, który zorganizował przed budynkiem sądu pikietę, chcąc zwrócić uwagę nie tylko na samą sprawę sądową, ale także ciągnące się od lat inne postępowanie, w wyniku którego Knurowski został bankrutem.   Chyba po raz pierwszy przed tarnowskim sądem zorganizowana została pikieta na znak protestu przeciwko polskiemu wymiarowi niesprawiedliwości. Włodzimierz Knurowski protestował przeciwko temu, jak jest od kilku już lat przez ten wymiar traktowany. Najpierw był ofiarą powodzi. Stracił wówczas niemal wszystko. Twierdzi, iż jego uprawy zalane zostały z powodu niewywiązania się jednego z browarów z obowiązku zabezpieczenia miejscowej rzeki przed wylaniem. Mimo potężnych strat został następnie obciążony wysokim podatkiem, którego nie był w stanie zapłacić. Wówczas komornik zajął jego zwierzęta. Ich wartość – zdaniem Kurowskiego - przewyższała ponad dwukrotnie sumę podatków, które miał rolnik z Iwkowej zapłacić. Konfiskata zwierząt oznaczała dla Knurowskiego życie w totalnej nędzy. Jego losy zostały przedstawione w programie telewizyjnym „Sprawa dla reportera”. Knurowski pojechał do Warszawy ciągnikiem, by zaprotestować pod kancelarią premiera Tuska. Podróż trwała dwa dni. Sprawa Knurowskiego przedstawiona jest w szczegółach na stronie:  www.knurowski.cba.pl Teraz został oskarżony i skazany na zapłacenie 200 zł grzywny za to, iż rzekomo jego konie, które mu jeszcze pozostały, zniszczyły buraki na polu sąsiada na powierzchni – uwaga! – ok. 20 metrów kwadratowych. Knurowski zgodził się iść do więzienia, by nie zapłacić grzywny, którą w końcu zapłacił za niego Urząd Gminy, by pomóc rolnikowi w tej cięzkiej dla niego sytuacji. W całą sprawę została zamieszana policja, a później sądy w Brzesku i Tarnowie. Podatnicy musieli za to wszystko zapłacić – burzy się Knurowski – choć wartość tych rzekomych szkód – była znikoma! „Jest to proces o gówno,” – mówi Knurowski - "gdyż konie miały podobno zniszczyć uprawy między innymi swymi odchodami" (sic!). 2 października Sąd Okręgowy w Tarnowie zmienił wyrok Sądu Rejonowego w Brzesku i teraz Knurowski zamiast grzywną, został ukarany jedynie naganą. Poniżej prezentujemy więcej zdjęć z pikiety Knurowskiego przed tarnowskim sądem oraz relację filmową z samej rozprawy.
czytaj więcej...

(5 komentarzy)

Słynna z niedawnych protestów wieś Samocice (gmina Bolesław) znowu trafia na nasze łamy. Rodzina mieszkająca przy głównej drodze przeniosła komin z dachu swego domu (gdzie nie funkcjonuje pierwotna instalacja kominowa) na niższy budynek. Powoduje to zadymianie podwórka domu sąsiadów, gdzie m.in. bawią się dzieci. Co na to wójt, starostwo, nadzór budowlany, instytucje odpowiedzialne za ochronę środowiska? Stan obecny został zaakceptowany przez stosowne instytucje. Projekt i wykonanie komina odpowiadają wymogom obowiązującyh przepisów prawa. Jednak jak widać na filmie, funkcjonowanie komina w praktyce jest uciążliwe dla sąsiadów. O szczegółach sprawy napiszemy w październikowym wydaniu naszego pisma. Poniżej prezentujemy, jak działa wspomniany komin przed i po zmianach budowlanych, które miały podobno coś poprawić. Teraz jeszcze raz mają się zmienić warunki zabudowy. Zobaczymy, jakie będą rezultaty. Będziemy w przyszłości informować o tej sprawie. Na zdjęciu zadymione podwórko.
czytaj więcej...

(11 komentarzy)

Poniżej publikujemy fragmenty listów, które otrzymaliśmy od anonimowego nadawcy (prawdopodobnie byłego pracownika SB lub MO). Jeśli znaleźliby się świadkowie, którzy byliby gotowi potwierdzić prawdziwość tych informacji, sprawy tu opisane (na przykład bezprawne niszczenie akt SB) – jak się wydaje – powinny być przedmiotem zainteresowania prokuratury i sądu. Inicjały nazwisk, imion i nazw miejscowości zostały przez nas zmienione. Pisownia oryginalna została zachowana. Relacje te obrazują m.in. stopień demoralizacji funkcjonariuszy PRL-owskiej Milicji Obywatelskiej oraz komunistycznej Służby Bezpieczeństwa.   List nr. 1 „Gdy w czerwcu 1989 roku wybory wygrała „Solidarność”, Służba Bezpieczeństwa Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w E. przystąpiła do niszczenia materiałów operacyjnych przeciwko Kościołowi oraz opozycji demokratycznej. Gdy w roku 1990 w miesiącu kwietniu Sejm RP uchwalił ustawę o likwidacji komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, wówczas funkcjonariusze SB w E. zaczęli teczki operacyjne wynosić do piwnicy i odstawili regały od ścian i wszystko zalali wodą. Polecenie takie wydał szef MO T.E., zamieszkały (tu dokładny adres) oraz szef SB, major B.C, zamieszkały (tu dokładny adres), szef d/s politycznych kapitan F.R., zamieszkały (tu dokładny adres).   W niszczeniu tych akt brali udział sekretarka SB, K.K., zamieszkała (tu dokładny adres), kapitan SB K.Z., zamieszkały (tu dokładny adres), zmarł w 1994 roku w Austrii, porucznik SB S.L., zamieszkały (tu dokładny adres), w roku 1992 wyjechał do USA i nie powrócił do kraju, chorąży SB Ł.L., zamieszkały (tu dokładny adres), chorąży SB L.Z., zamieszkały (tu dokładny adres), zmarł w roku 2000, chorąży SB K.R., zamieszkały (tu dokładny adres), chorąży SB Z.T., zamieszkały (tu adres zamieszkania), porucznik SB C.R, zamieszkały (tu dokładny adres), obecnie pracuje w komendzie powiatowej policji  w E., porucznik SB K.H., zamieszkały (tu adres), sierżant SB K.T., zamieszkały (tu adres),   W 1994 roku, gdy siedzibę Komendy Rejonowej Policji w E. przenoszono na ulicę X, nr Y, wówczas już sekretarka K.K. poleciła policjantom, a to T.T., zamieszkały (tu dokładny adres) oraz H.Z. (do chwili obecnej pracuje w Komendzie Policji w E.), aby te materiały wywieść do kotłowni miejskiej w E., na osiedlu X., która była opalana węglem. Obydwaj policjanci w sumie wywieźli tych materiałów około 13 razy „Nyską” cywilną.   Dopiero w roku 1994 powołano komisję z Komendy Wojewódzkiej Policji w U. i zrobiono protokół, gdzie przesłano do Biura Prezydialnego Komendy Głównej Policji w Warszawie. Polecenie takie już wydał Komendant Policji Z.T. oraz jego zastępca T.E., obydwaj mieszkają w U.”.   List nr 2. „Od roku 1985 w Rejonowym Urzędzie Spraw Wewnętrznych w O. w referacie Służby Bezpieczeństwa rozpoczął pracę porucznik SB M.B., zamieszkały w A. gmina B. powiat C. Jako swoją działalnością zajmował się rolnictwem między innymi Spółdzielniami Rolniczymi.  W tym czasie nawiązał kontakt z Prezesem Spółdzielni Kółek Rolniczych w Z., byłe województwo X., a obecnie powiat Y., województwo Z., z K.J.   Od niego ze Spółdzielni Kółek Rolniczych brał materiały budowlane różne na budowę swojego domu mieszkalnego w K., za które miał zapłacić, ale tych pieniędzy nie dostarczał K.J., zaczął go prześladować aż w końcu zarząd SKR w Z. zwolnił go z prezesa SKR za nadużycia i brak materiałów budowlanych,   W roku 1990  K.J. został wybrany Wójtem Gminy Z., ale funkcję pełnił niedługo, bo został zwolniony z tej funkcji i podjął pracę w Urzędzie Gminy w  M. na stanowisku Sekretarza Urzędu Gminy. Po wyborach, kiedy Wójtem Gminy M. został wybrany B.A., K.J odszedł z M i podjął pracę na terenie D., mieszka w Z, powiat Y.   W tym czasie Naczelnikiem Gminy S., kiedy M.B. zaczął budować dom w A. bez wymaganego zezwolenia Urzędu Gminy w S. był J.N. zamieszkały w L., gdzie podjął interwencję, aby zapobiec dalszej budowie budynku mieszkalnego, wznoszonego przez M.B. w A. Z tego też powodu J.N. dotknęły represje ze strony M.B, który pracował w Służbie Bezpieczeństwa w C. W roku 1990 M.B. przeszedł pozytywną weryfikację i nadal pracował w Komendzie Powiatowej Policji w C. na stanowisku Naczelnika Wydziału X.   Najwyższy czas zająć się tą całą sprawą. Dom jego w A. nie posiada żadnego zezwolenia, materiały zostały zabrane ze Spółdzielni Kółek Rolniczych w Z., gdzie nie zapłacił żadnych pieniędzy”.   List nr 3. „W miesiącu grudniu 1981 roku J.R. zamieszkały w T. był działaczem miejscowej „Solidarności” w T. Na początku stanu wojennego do jego mieszkania przyjechał samochodem służbowym marki UAZ milicjant z posterunku Milicji Obywatelskiej w T. - B.C., zamieszkały w R. powiat C. Powiedział do mnie, abym się ubrał, jestem zatrzymany, na ręce założył mi kajdanki, zaprowadził do posterunku MO w T. Na posterunku tym był komendant N.R. zamieszkały w R, powiat C. i był funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa. Na twarzy posiadał brodę, z Komendy Wojewódzkiej w S. Od razu zaczął się wypytywać, skąd J.R. znalazł się w „Solidarności”.   Zaczęło się od tego, że J.R. pracował w Zakładzie X. w T. jako pracownik fizyczny. Był tam F.T. sołtys w T, który ukradł butlę z gazem do kuchenek gazowych. J.R. o tym wszystkim powiadomił posterunek  MO w T. i przyjechał komendant tego posterunku chor. N.R. i tą butlę z gazem zabrał do posterunku i nic w tej sprawie nie zrobił, tylko po wprowadzeniu stanu wojennego butlę tą z powrotem oddał F.T. Z tego powodu doszło do szykan ze strony komendanta N.R.  i Służby Bezpieczeństwa. J.R. został z T. przeniesiony do firmy Y w S., gdzie w jedną stronę musiał dojeżdżać około 52 kilometry. Praca była na dwie zmiany. Po tym wszystkim się zwolnił i podjął pracę w firmie Z.   Od roku 1977 komendant N.R w T. zapoznał sobie mężatkę I.E. zamieszkałą w T., która była kierowniczką i. w T. Polecał milicjantom, a to L.P., B.C., aby samochodem służbowym marki UAZ przywozili ją w godzinach wieczornych do posterunku, gdzie komendant N.R. w swoim służbowym pomieszczeniu z nią się zamykał, spożywali alkohol, a następnie uprawiał z nią seks. Ten cały proceder trwał aż do roku 1991, kiedy komendant N.R. przeszedł na emeryturę.   Całe to zajście widziała I.T., zamieszkała w T., ulica J. nr XYZ, która w tym czasie była sprzątaczką. Z tego też powodu, gdy komendant N.R. z I.E. uprawiał seks, nie mogła posprzątać jego pomieszczenia, miał pretensje. W końcu została zwolniona z pracy. W roku 1982, gdy sprzątała posterunek MO, w jednym pokoju spotkała komendanta N.R. z kierowniczką I.E., gdy razem spali na wersalce i byli pod wpływem alkoholu.   Na początku stanu wojennego do posterunku Milicji Obywatelskiej w T. przybyli dwaj funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa z E., a to Z.T., zamieszkały (tu dokładny adres) oraz K.Z., zamieszkały (tu dokładny adres). Komendant N.R. wezwał wcześniej do posterunku MO byłych działaczy „Solidarności”, a to L.T., zamieszkały (tu dokładny adres), K.L., zamieszkały (tu dokładny adres), którzy przed komendantem N.R oraz Z.T. z SB i K.Z. z SB złożyli oświadczenie lojalności i prowadzenie zaprzestania działalności „Solidarności”. Był również T.H., zamieszkały (tu dokładny adres).   Nadmienia się, że wspomniana wyżej mężatka I.E. po roku 1981 była tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa RUSW w E., utrzymywała kontakty z szefem SB B.C., zamieszkałym (tu dokładny adres), kapitanem F.R. – zastępcą szefa RUSW w E. ds. politycznych oraz z chor. SB K.N., zamieszkałym (tu dokładny adres).   O całym zajściu, że komendant N.R. z posterunku MO w T. uprawia seks z mężatką I.E., (która była tajnym współpracownikiem SB), wiedział szef Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w E., major T.E., zamieszkały (tu dokładny adres) i nic z tego nie robił, lecz całą sprawę zamiatał pod dywan. Jednego razu, pod koniec lat 70. W posterunku MO w T. pełnił służbę milicjant K.L., zamieszkały (tu dokładny adres), , który się opił i leżał na wersalce…. (tu następuje opis wulgarnych zachowań innych funkcjonariuszy MO, które zostały sfotografowane przez komendanta posterunku N.R.). Zdjęcia te wraz z notatką urzędową komendant N.R. przesłał do Inspektoratu Ochrony Funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa Komendy Wojewódzkiej MO w S. Dla przypomnienia, kobieta, która leżała na wersalce pijana wraz z komendantem N.R., nazywała się Z.N., mężatka, mąż w tym czasie był w USA, obecnie wymieniona przebywa w USA….   Całe to k…., jakie uprawiali w posterunku MO w T., widział milicjant K.L., zamieszkały (tu dokładny adres), milicjant P.Z., zamieszkały (tu dokładny adres), milicjant K.T., zamieszkały (tu dokładny adres).   Ciąg dalszy nastąpi…
czytaj więcej...
Cała sprawa przypomina nieco historię niedawno zmarłej amerykańskiej milionerki polskiego pochodzenia, Barbary Piaseckiej Johnson. Oczywiście nie chodzi w niej o miliony dolarów, lecz tylko o kilkadziesiąt – może 100 (?) - tysięcy złotych. Jednak w gminie Mędrzechów taka suma znaczy chyba tyle, co wspomniane miliony dla spadkobierców Mr. Johnsona. Pochodząca z Powiśla pani Zofia po wielu latach powróciła w rodzinne strony. Zamieszkała w Wólce Grądzkiej i zaopiekowała się schorowanym panem Marianem, który postanowił odwdzięczyć się pani Zofii, zapisując jej testamentowo swoje gospodarstwo, ziemię i kawałek lasu w Wólce Grądzkiej i Grądach w gminie Mędrzechów. Pan Marian zmarł w 2009 roku i wówczas zaczęły się problemy jego opiekunki. Sytuacja majątkowa była dość skomplikowana, gdyż część majątku jest własnością siostry zmarłego Mariana. Z drugiej strony część majątku tejże siostry powinna należeć teraz formalnie do pani Zofii na podstawie zapisu testamentowego Mariana. Gdyby pani Zofia doprowadziła do sądowego nabycia spadku, wzbogaciłaby się o kilkadziesiąt, a może nawet sto tysięcy złotych. Tyle warte są działki zapisane jej przez człowieka, którym się opiekowała. Mieszkanka Wólki Grądzkiej nie jest jednak osoba zamożną i po prostu nie stać jej na wszczęcie postępowania sądowego, a tym bardziej na zapłacenie podatku od spadku. Tak więc od kilku już lat mieszkanka gminy Mędrzechów z jednej strony ma działki, ziemię, lasy wartości – być może nawet 100 tysięcy złotych – z drugiej strony jednak jest to własność tylko teoretyczna. Być może do śmierci nie będzie jej stać na przeprowadzenie całej sprawy sądownie i tym samym formalne wejście w posiadanie majątku. Sprawę skomplikowało jeszcze i to, że siostra zmarłego pana Mariana przekazała swoje prawo do własności części majątku swemu krewnemu i jego żonie w zamian za opiekę nad nią. Ci zaś, według tego, co mówi pani Zofia, nie są gotowi porozumieć się z nią co do uregulowania wszystkich formalności, związanych z własnością,  w jak najmniej skomplikowany (czytaj kosztowny) sposób. Co więcej, często dochodzi do konfliktów nawet w tak błahych sprawach, jak wycinka drzew itd. Pani Zofia jest bardzo rozżalona i nie rozumie, dlaczego ci ludzie nie chcą kompromisu, mimo, że los ich także bardzo ciężko doświadczył. Nad gminą Mędrzechów wisi chyba jakieś  fatum – mówi. Kiedyś pochodzący stąd właśnie ojciec jej dzisiejszego adwersarza zginął tragicznie w wypadku samochodowym wraz z żoną. Z osieroconych trzech nieletnich synów, jeden – który tylko jakimś cudem nie zginął w tym wypadku samochodowym  – wstąpił później do klasztoru, drugi zachorował psychicznie. Ciotka tragicznie zmarłego ojca została zamordowana w tajemniczych okolicznościach po powrocie z USA. Pani Zofia nie rozumie, dlaczego nie może się dogadać teraz z trzecim synem. Pani Zofia mówi z żalem, że ci ludzie czekają chyba na jej śmierć, by bez żadnych komplikacji przejąć cały majątek. Dlatego zdesperowana pani Zofia zastanawia się teraz, czy nie przekazać swej części majątku w Wólce Grądzkiej i Grądach na rzecz Skarbu Państwa. Dodatkowym problemem jest teraz dla mieszkanki Wólki niejasna sytuacja jej własnej działki. Pani Zofia mówi, że widzi jakieś próby przemieszczenia granic jej pola, by poszerzyć publiczną drogę dojazdową kosztem jej własności. Może to rzeczywiście mędrzechowskie fatum odpowiada za wszystkie nieszczęścia, a może - po prostu tylko ludzka natura?   na zdjęciu wyżej: Działka (w tym las) w Wólce Mędrzechowskiej, której właścicielem stała się teoretycznie pani Zofia, jest wyjątkowo uroczym kawałkiem gminy Mędrzechów.
czytaj więcej...

(2 komentarzy)