styczeń 2015:

Od wtorku, 30 grudnia (a w niektórych sklepach od 31 grudnia, tj. od środy) można już nabyć kolejny, styczniowy, świąteczny numer "Prawdę mówiąc".

  • Jaka jest jego zawartość - patrz tekst na głównej stronie portalu.
Aktualnie nie ma żadnych nadchodzących wydarzeń.

Bez Ściemy

Dzisiaj wieczorem (2 lipca) otrzymaliśmy informację, iż w dąbrowskim szpitalu przebywa kilkoro dzieci z dąbrowskiego domu dziecka. Nasz informator twierdził, iż dzieci nie mają zapewnionych należytych warunków pobytu w powiatowym szpitalu. Poinformowano nas, iż dzieci z domu dziecka mają od kilku dni problemy żołądkowe, a na oddziale, na którym się znajdują, brakuje nawet papieru toaletowego. Nasz informator wyraził także krytykę pod adresem opiekunów z domu dziecka. Mieli oni - jego zdaniem - niezbyt intensywnie interesować się losem małych pacjentów, którymi musiała opiekowac się w szpitalu dziewczynka, będąca jednym z pacjentów. Po godzinie 19:oo zadzwoniliśmy do szpitala. Jedna z pielęgniarek potwierdziła fakt pobytu w powiatowym szpitalu dzieci z dąbrowskiego domu dziecka. Chcieliśmy rozmawiac z lekarzem dyżurnym, lecz odmówił podejścia do telefonu, choć szpital jest instytucją samorządową, utrzymywaną przez nas wszystkich, a nasza redakcja chciala spytać jedynie o warunki, w jakich leczone są dzieci. Pielęgniarka nie chciała zdradzić nam nazwiska lekarza. Stwierdziła jedynie, że o papier toaletowy powinna troszczyć się dyrekcja szpitala.... Z kolei dyrektor dąbrowskiego domu dziecka zaprzeczył, jakoby jego pracownicy nie interesowali się losem chorych dzieci. Twierdził, iż regularnie odwiedzają małych pacjentów w szpitalu, a o braku papieru toaletowego nic nie wiedzą. Mamy nadzieję, iż dyrekcja szpitala udzieli nam informacji, czy chore dzieci z dąbrowskiego domu dziecka były faktycznie pozbawione warunków, które gwarantowałyby im - jako pacjentom z problemami żołądkowymi - w miarę normalne funkcjonowanie. Uważamy, iż dyrekcja szpitala powinna nas także poinformować, który z lekarzy pełnił dziś wieczorem dyżur i nie chciał nam udzielić żadnych informacji. Ciekawi też jesteśmy, czy rzeczywiście sama pani dyrektor szpitala, a nie kierownictwo oddziału dziecięcego, odpowiada za zakup papieru toaletowego dla małych pacjentów?
czytaj więcej...

(30 komentarzy)

Barszcz Sosnowskiego to zielona roślina, pochodząca z Kaukazu. Został sprowadzony do Europy Środkowej w latach 50. XX wieku jako roślina pastewna. Dziś barszcz Sosnowskiego objęty jest prawnym zakazem hodowli, rozmnażania i sprzedaży na terenie Polski ze względu na niebezpieczne dla zdrowia zmiany na skórze, które wywoluje bezpośredni kontakt z tą rośliną. Okazuje się, że barszcz ten pokrywa znaczne tereny na obrzeżach Dąbrowy Tarnowskiej, np. w okolicach ulicy Nowej. Właściciele pól, na których rośnie, nie usuwają go, stwarzając zagrożenie dla ludzi i zwierząt. Usuwane są natomiast - jak pokazujemy na filmie poniżej - części zdrowych drzew. Ciekawe, czy wiedzą o tym urzędnicy zajmujący się ochroną środowiska. Dowiedzieliśmy się także, iż przy ulicy Nowej, jedni mają prawo do oświetlenia, a inni muszą o nie walczyć, jednym może zalewać pola uprawne, a inni mogą się do tego bezkarnie przyczyniać. Na zdjęciach uszkodzone drzewa oraz barszcz Sosnowskiego przy ulicy Nowej. Patrz nasz film poniżej.
czytaj więcej...

(7 komentarzy)

Ostatni dyrektor sekcji polskiej Radia Wolna Europa oraz działacz polonijny, Piotr Mroczyk był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie "69". Piotr Mroczyk (ur. 28 września 1947, syn Czesława) działał w "Solidarności" Radia i TV w latach 1980-1981, był wiceprzewodniczącym Krajowej Komisji Koordynacyjnej Pracowników Radia i Telewizji. Później (w latach 80. i 90.) przebywał w USA, pracując w "Głosie Ameryki". Następnie zorganizował w Waszyngtonie Fundację Solidarności „w celu pomagania internowanym i więźniom politycznym”.  ***** Przez wiele lat Sławomir Cenckiewicz (autor książki o Wałęsie), gdy był jeszcze etatowym pracownikiem IPN, miał zajmować się zbieraniem dokumentów na temat działań SB w środowisku polonijnym w USA (pobierając za to prawdopodobnie od jednego ze środowisk chicagowskiej Polonii jakis rodzaj "stypendium"). Miał więc znacznie lepszy dostęp do polonijnych teczek w IPN niż piszący te słowa. Jednak Cenckiewicz nie ujawnił informacji ani na temat Piotra Mroczyka, ani Wojciecha Wierzewskiego (prawej ręki trzech prezesów Kongresu Polonii Amerykańskiej, który także współpracował z SB). Dlaczego? Co więcej, po ujawnieniu przeze mnie dokumentów na temat potajemnych spotkań polonijnego dziennikarza Andrzeja Jarmakowskiego z rezydentami SB w Chicago w drugiej połowie 1989 roku, Cenkiewicz bronił Jarmakowskiego. Dlaczego? Na uwagę zasługuje także powoływanie się na łamach e-Kuriera Dąbrowskiego na portal ProgressforPoland, którego współautor Krzysztof Koch, pytał w Chicago publicznie, jeszcze za życia Prezydenta Kaczyńskiego: "Czy Lech Kaczyński jest gejem"!  *****  W USA Mroczyk był także właścicielem tygodnika "Gwiazda Polarna", a następnie - dyrektorem Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w Monachium (w latach 1989-1994). Zmarł w Warszawie 19 grudnia 2007. Tuż przed śmiercią, 10 grudnia 2007, Piotr Mroczyk został uhonorowany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za "wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za zaangażowanie w walkę o wolność słowa i wolne media". Jego ojciec Czesław Mroczyk, był oficerem brytyjskiego RAF-u, zastępcą dowódcy dywizjonu 313, uczestnikiem bitwy o Anglię. Inny b. pracownik RWE i równocześnie b. tajny współpracownik SB, Roman Żelazny, wymyślił niedawno „stypendium imienia Piotra Mroczyka”, przyznawane przez założoną przez siebie Fundację "Zacny uczynek". Przewodniczącym Rady tej Fundacji był sam Piotr Mroczyk. Ubiegać się o nie mogą studenci Uniwersytetu Opolskiego studiujący na kierunkach: politologia, stosunki międzynarodowe, dziennikarstwo i komunikacja społeczna, socjologia, filozofia. Stypendium ma „upamiętniać bogatą działalność zmarłego w 2007 r. Piotra Mroczyka”. Cień na działalność Mroczyka rzucił sposób zarządzania „Gwiazdą Polarną” i Fundacją Solidarności. Oto fragment jego opisu: „W Chicago zatrzęsło się. Nowy właściciel, Piotr Mroczyk, działacz solidarnościowy, wyznaczył Miladę Zapolnik na pełniącą obowiązki redaktora naczelnego. Później, orientując się, jak błędna to była decyzja, sprowadził z Nowego Jorku Małgorzatę Terentiew-Ćwiklińską. (…) Mroczyk zupełnie nie interesował się gazetą, którą próbował nabyć, bo przecież kupił ją na wariackich papierach, nie mając pieniędzy. To Punkt i tygodnik miały zapracować na spłaty długów, pensje wydawcy i nowej redaktor naczelnej oraz licznych przejazdów na linii Waszyngton-Stevens Point właściciela. Na nieszczęście jeszcze Mroczyk otrzymał posadę dyrektora w Radio Wolna Europa. Pamiętam doskonale moją z nim rozmowę w Rzymie, kiedy to zapytał wprost: „To wy jeszcze wychodzicie?” (…) Na nasze wydawnictwo spadło jeszcze dodatkowo odium działalności Mroczyka. Osławiona Fundacja Solidarność, którą on prowadził, posądzana była o defraudację i swobodne manipulowanie pieniędzmi. Pisała o tym „Kultura” paryska, a jej redaktor Jerzy Giedroyć domagał się od Mroczyka wyjaśnień. Ponadto, Małgorzata Ćwiklińska (…) otworzyła szeroko drzwi publicystom lewicy laickiej.” (za: Dziennik Związkowy, Chicago, 10-17-2008) Niby kryształowy życiorys, odznaczenia, zaszczyty, a z drugiej strony opis dziwnych zachowań Mroczyka jako właściciela polonijnej gazety czy też organizatora Fundacji Solidarności. Także życiorys jego ojca widzimy zupełnie inaczej przez pryzmat dokumentów z IPN. Materiały dotyczące agenturalnej działalności Mroczyka zostały zgromadzone w IPN w zbiorze o sygnaturze INP BU 019 43 / 1137. Okazuje się, że nie tylko nasz bohater, ale także jego ojciec był tajnym współpracownikiem komunistycznych służb specjalnych. Czesław Mroczyk (ur w 1917 roku) był oficerem RAF-u (1939-1947). W aktach IPN występuje w sprawie o kryptonimie „Lombard”. Był tajnym współpracownikiem UB / SB o kryptonimie „ROBERT” od 31 grudnia 1949 do 18 grudnia 1958 (prowadzonym przez Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu). Przestał pracować dla SB jedynie „z powodu braku możliwości” (jak stwierdza naczelnik Wydziału „C” KW MO w Poznaniu, ppłk S.Forycki 16.01.1973). Ojciec Mroczyka też pracował dla SB   Matką Mroczyka była Angielka – stąd doskonała znajomość języka angielskiego, która później otwierała Mroczkowi drzwi do różnych instytucji. Choć nie ukończył studiów (co przemilcza się - nawiasem mówiąc - w jego oficjalnych cv), był np. lektorem w Polskim Radio w dziale programów dla zagranicy, który produkował pro-PRL-owską propagandę dla Polonii na całym świecie. W charakterze kandydata na tajnego współpracownika SB Mroczyk został zarejestrowany 19 września 1972 roku. Informuje o tym np. zastępca Naczelnika Wydziału II KWMO w Poznaniu, major R. Gorzyński w swoim tajnym piśmie do naczelnika Wydziału III Departamentu I MSW z dnia 17 stycznia 1973. Mroczyk został zarejestrowany przez SB we wrześniu 1972 roku, gdy starał się o wyjazd do Wielkiej Brytanii, by odbyć kurs dziennikarski przy BBC. Major Gorzyński potwierdza, że „…przy zastosowaniu kombinacji operacyjnej z naszej strony, na wyjazd ten (Mroczyk) otrzymuje zgodę i w dniu 28 grudnia 1972 r. odebrał paszport”. Jak więc widać SB zaczęło pomagać Mroczkowi i to już wówczas, gdy nie był jeszcze TW, ale dopiero kandydatem na TW. Esbek zauważa także w swym raporcie z 17.01.1973 r., że Mroczyk „do ewentualnej współpracy z naszymi organami ustosunkowany jest pozytywnie” - patrz zdjęcie dokumentu poniżej:   Mroczyk został następnie skierowany do Wietnamu. Wysłanie go tam jako członka „Międzynarodowej Komisji Nadzoru i Kontroli” (ze strony PRL-u) opiniował Departament I MSW, czyli ta część SB, która zajmowała się zagranicą. Kapitan W. Sobisiak, kierownik Grupy II Wydz. II stwierdza 25 października 1973 roku: „Na podstawie rozmowy (z Mroczkiem) wnoszę, że kandydat jest przekonany, że tak otrzymanie paszportu na wyjazd do Wielkiej Brytanii, jak i wyjazd do Wietnamu zawdzięcza naszemu poparciu”. Oficer Wydz.III Departamentu I MSW Urywaj twierdził 29 listopada 1973 roku, że Mroczyk w Wietnamie był „wykorzystywany operacyjnie w charakterze kontaktu operacyjnego - zlecone zadania wykonywał bez zastrzeżeń. Informacje przekazywał w formie pisemnej”. Także kapitan Lizut, Inspektor Wydz.II Departamentu II MSW potwierdza w swym raporcie z 13 października 1973 roku, że Mroczyk „tę rolę (współpracującego z SB) spełniał już w toku swego pobytu w Wietnamie”. Pewną ciekawostką jest, że TW był ojciec, a później syn, natomiast współpracy odmówiła siostra Piotra Mroczyka – Joanna Mroczyk. (ur. w 1950 roku). Była ona opracowywana przez Wydział II KW MO w Poznaniu jako kandydatka na TW w maju 1970 roku, ale już 21 października 1971 roku zaniechano opracowywania „ze względu na niechęć kandydata do współpracy” – jak stwierdza 16.01.1973 ppłk Forycki - patrz zdjęcie nr 1. Inna część dokumentów nt Mroczyka znajduje się pod sygnaturą IPN BU 002 086 / 1100. Mroczyk zgodził się być tajnym współpracownikiem SB formalnie 5 grudnia 1973 roku. SB założyła „Kwestionariusz TW”. Mroczyk przyjął kryptonim „69”. Podpisał zobowiązanie do współpracy i co ciekawe „TW oświadczył, że na współpracę z naszym aparatem zgodził się z poczucia obywatelskiego i dlatego nie liczy na żadne korzyści materialne”. Później okazało się jednak, ze Mroczyk przyjmował nie tylko pieniądze , ale nawet rzeczowe prezenty od SB. Patrz niżej - zdjęcia kwestionariusz tajnego współpracownika SB Piotra Mroczyka:   Własnoręcznie napisane zobowiązanie do współpracy z SB Mroczyk podpisał 3.12.1973.   W jednym z esbeckich raportów (IPN BU 00 2086/1100 – 16588/1 ) – w charakterystyce TW „69” z 21.02.1977 - czytamy o działaniach Mroczyka jako TW „69” : „W okresie od kwietnia 1974 r. do czerwca 1976 r. był wykorzystywany głównie w stosunku do I sekretarza ds. politycznych ambasady australijskiej w Warszawie Peter Lloyda. Kontakt ten utrzymywał na płaszczyźnie udzielania dyplomacie lekcji j. polskiego. Był również zapraszany na przyjęcia organizowane przez ambasadę australijską. Za pośrednictwem TW realizowano kombinację operacyjną w stosunku do obyw. brytyjskiego, podejrzanego o kontakt z obcymi służbami specjalnymi. W 1975 r. TW został skierowany z zadaniem do attachatu handlowego ambasady brytyjskiej. Na bieżąco przekazuje informacje dot. zapoznanych cudzoziemców. Niektóre z tych osób są interesujące z operacyjnego punktu widzenia: red. Richard C. Longworth, europejski korespondent dyplomatyczny agencji UPI z siedzibą w Brukseli. Obaj zapoznali się u P. Lloyda w 1974 r.; Barlow James – dyr. Biura Łącznikowego BBC, który był służbowo w Polsce; Bob Fiuigan – zatrudniony w World Service BBC”. SB za pośrednictwem Mroczyka inwigilowało także amerykańskich dziennikarzy w czasie wizyty w Polsce prezydenta G. Forda. Jak potwierdza major B. Lizut Mroczyk był wynagradzany. TW „69” np. przyjął od SB w 1974 roku „prezent rzeczowy z okazji ślubu”, a 3. 09.1975 – gotówkę – 500 zł. Własnoręcznie kwitował odbiór pieniędzy od esbeków. Patrz zdjęcia wyżej.   11 lutego 1974 kapitan, a później major Lizut raportował, że przekazał Mroczkowi z okazji ślubu „komplet nakryć stołowych wartości 1.225 zł”. Patrz zdjęcie wyżej.   Współpracę z Mroczkiem SB postanowiła rozwiązać formalnie 12 maja 1982 roku. W IPN nie mogłem – jak na razie (?) – znaleźć dokumentów dotyczących późniejszego okresu. Ostatni zapis to „Pozostaje w zainteresowaniu operacyjnym”. Można spytać, jak Amerykanie mogli zatrudnić na stanowisku dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE człowieka, o którym wiedzieli przecież, że był członkiem PRL-owskiej delegacji do Wietnamu, a wcześniej dziennikarzem komunistycznej rozgłośni propagandowej „Radio Polonia”? Od lewej - Roman Żelazny (także pracownik RWE i współpracownik SB), Jerzy Buzek i Piotr Mroczyk Andrzej Jarmakowski - polonijny "dziennikarz" z Chicago, który utrudnia lustrację Polonii. Niedawno znalazłem w IPN dokumenty obrazujące potajemne spotkania Jarmakowskiego z rezydentami SB w Chicago w drugiej połowie 1989 roku. Ciekawe, dlaczego Cenckiewicz broni tę wyjątkowo negatywną postać?   Krzysztof Koch, b. działacz Kongresu Polonii Amerykańskiej w Chicago, który próbował przed moim wykładem nt agentów w Chicago zastraszyć mnie publicznie w restauracji polonijnej, współpracuje z Jarmakowskim na portalu ProgressforPoland, na który lubią się powoływać liberalne i lewicowe media (ostatnio robi to także na łamach e-Kuriera Dąbrowskiego). Poniżej "kondolencje", jakie otrzymała moja żona spod Chicago w ramach akcji wybijania mi z głowy ujawnianie nazwisk polonijnych agentów. Później otrzymywała także telefony z Chicago, że wrócę do Polski w trumnie, jeśli będę ujawniał nazwiska esbeków: Tak oto o śp. pamięci Prezydencie Lechu Kaczyńskim wypowiadał się współpracownik Jarmakowskiego i portalu ProgressforPoland, pytając publicznie w siedzibie Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w USA w Chicago, czy "Lech Kaczyński jest gejem?" - patrz relacja filmowa - tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=1UdjEg0mWJI   Relacja filmowa TVP POLONIA z mojego wykładu w Chicago nt. polonijnych agentów: http://www.youtube.com/watch?v=XjpRPLB77Rs   Poniżej relacja filmowa w 5 częsciach z jednego z moich wykładów w Chicago na temat esbeków. Marek Ciesielczyk autor pierwszej w języku polskim ksiązki na temat KGB więcej informacji - patrz: www.marekciesielczyk.com
czytaj więcej...

(1 komentarzy)

Niedawno Ćwików, mała miejscowość w gminie Olesno, stał się nagle słynny dzięki „parciu na szkło" organów ścigania, które obwieściły całemu światu za pomocą mediów, iż odkryły na Powiślu Dąbrowskim „arsenał". Oczywiście można by się ucieszyć, że mamy sprawnie działającą policję i prokuraturę, która chroni nasze zdrowie i życie, gdyby nie fakt, iż ostatnio organy ścigania wykazują jakieś niezrozumiałe „parcie na szkło". Przecież nawet dla laika oczywistym jest, że dla dobra śledztwa takie np. sprawy, jak równie „słynnego" Brunona, powinny być prowadzone dyskretnie. Ujawnienie każdego szczegółu śledztwa może zmniejszyć jego skuteczność. Tymczasem grupa prokuratorów oraz przedstawiciel ABW zorganizowali z wielkim hukiem konferencję prasową w sprawie Brunona, którą wyśmiała nawet sprzyjająca obecnym władzom Monika Olejnik i politycy PO. Olejnik robiła sobie nawet żarty z (pochodzącego z Tarnowa, nawiasem mówiąc) prokuratora Wrony. Niemal wszyscy (nawet sympatyzujący z władzami dziennikarze i politycy) uznali, że ta żałosna w gruncie rzeczy konferencja prasowa służyć miała przede wszystkim obronie ABW, a nie demaskowaniu terrorysty-zamachowca. Dziwnym zbiegiem okoliczności, kilka dni później, w podobny sposób nagłośniona została medialnie sprawa 25-letniego chłopaka z Ćwikowa. Po triumfalnych komunikatach prasowych policji i prokuratury, media zaczęły mówić i pisać w podobnym duchu, jak to zrobiła lokalna telewizja internetowa, gdzie usłyszeliśmy takie oto słowa na temat wspomnianego kolekcjonera militariów z Ćwikowa: „Nie wiadomo, co młody mężczyzna zamierzał zrobić z ukrytym arsenałem". Widz mógł więc odnieść wrażenie, że chłopak – podobnie jak Brunon – planował na przykład zamach bombowy na Sejm, prezydenta, premiera albo co najmniej na wójta swojej gminy Olesno (nawiasem mówiąc wyjątkowo bezkonfliktowego samorządowca). W przypadku sprawy z Ćwikowa policja i prokuratura zamiast dyskretnie prowadzić śledztwo, „poleciały" z tym od razu do mediów, a te oczywiście zrobiły z tego wielką sensację. Czy organy ścigania nie zdawały sobie sprawy, jakie będą skutki ich medialnej akcji? Pokazany został dom, w którym mieszka nie tylko chłopak, ale i jego rodzina, która teraz może czuć się po prostu zaszczuta medialnie. Czy medialne nagłośnienie całej sprawy nie zaszkodzi teraz śledztwu? Pokazany został nawet numer domu w Ćwikowie, gdzie mieszka chłopak. Tymczasem my, w czasie naszej wizyty z kamerą u „terrorysty" z Powiśla, zauważyliśmy, iż jest on faktycznie od lat kolekcjonerem militariów, odznaczeń, monet etc. Przedmioty te nabywał – jak twierdzi – legalnie – głównie na Allegro. Były wśród nich także kostki mydła, wyprodukowane w latach 30-tych, które laik mógł oczywiście wziąć za jakiś materiał wybuchowy. Sam kolekcjoner, przedstawiany teraz przez niektórych jako potencjalny „terrorysta" (sic!) – jak się okazało - jest od lat honorowym dawcą krwi. Czy człowiek, który pomaga ratować życie innym, mógłby być zamachowcem? Gdyby policja i prokuratura bardziej racjonalnie przeanalizowały sytuację, na pewno nie doszłoby do tego, iż chłopak z Ćwikowa przedstawiony został przez niektóre media jako potencjalny „terrorysta". Jeśli nawet znalazły się wśród rzeczy kolekcjonowanych przez 25-letniego mieszkańca Powiśla i takie, które mogły zagrażać bezpieczeństwu, to oczywiście powinny zostać zabezpieczone przez policję, saperów etc. (chwała im za to), ale to nie powód, by ogłaszać całemu światu, że w Ćwikowie zlokalizowano jakiś „arsenał" oraz człowieka, który „nie wiadomo, co zamierzał zrobić z tym arsenałem". Wytwarza się w ten sposób atmosfera totalnego zagrożenia w naszym państwie. Może to jednak chodzi właśnie o stworzenie takiej atmosfery, która następnie wykorzystywana jest przez niektórych do tworzenia takiego wizerunku adwersarzy politycznych, który ma sprawić, że będziemy w nich widzieć osoby odpowiedzialne za „terror" w naszym państwie? Na naszym portalu w galerii prezentujemy więcej zdjęć przedmiotów kolekcjonowanych przez mieszkańca Ćwikowa oraz relację filmową – wywiad.
czytaj więcej...