styczeń 2015:

Od wtorku, 30 grudnia (a w niektórych sklepach od 31 grudnia, tj. od środy) można już nabyć kolejny, styczniowy, świąteczny numer "Prawdę mówiąc".

  • Jaka jest jego zawartość - patrz tekst na głównej stronie portalu.
Aktualnie nie ma żadnych nadchodzących wydarzeń.

Edukacja i Kultura

  Wczoraj, 16 maja w Muzeum Drogownictwa w Szczucinie byliśmy świadkami realizacji świetnego pomysłu Gimnazjalnej Rady Gminy, spektaklu teatralnego, poświęconego ludobójstwu, jakiego na Polakach dokonali na Wołyniu Ukraińcy. W drugiej części imprezy dr Paweł Naleźniak z krakowskiego IPN przedstawił wstrząsające relacje świadków ukraińskich mordów na Wołyniu. Ludobójstwo to zwane „rzezią wołyńską” to masowe zbrodnie dokonane przez nacjonalistów ukraińskich (przy aktywnym udziale miejscowej ludności ukraińskiej) w okresie od lutego 1943 do lutego 1944. Na Wołyniu zamordowanych zostało ok. 60 tysięcy Polaków. W wyniku podobnej czystki etnicznej przeprowadzonej przez Ukraińców na terenie Małopolski Wschodniej w pierwszej połowie 1944 roku zginęło ok. 70 tysięcy Polaków. Nazwa „rzeź wołyńska” zaczęła funkcjonować ze względu na straszliwe okrucieństwa, których dopuszczali się wobec polskiej ludności Ukraińcy (np. rozpruwanie brzucha ciężarnych kobiet, zabijanie noworodków uderzeniem głowy o ścianę etc.). Gimnazjaliści szczucińscy zorganizowani w Gimnazjalnej Radzie Gminy nazwali całą imprezę „Spotkanie pokoleń”, chcąc udowodnić, iż – jak sami mówią – „młodzież nie jest taka zła”. Cała inicjatywa bardzo dużo zawdzięcza opiekunowi gimnazjalistów – Bożenie Mazur. Najpierw młodzież zaprezentował spektakl pt. „Proszę o wybaczenie”, który był opowieścią nie tylko o okrucieństwie rzezi wołyńskiej, ale także o konieczności przebaczenia i pojednania narodów. Autorem spektaklu była uczennica III klasy gimnazjum Kamila Ślęczkowska, przewodnicząca młodzieżowej rady gminy. Następnie można było wysłuchać wykładu dr. Pawła Naleźniaka z krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej, który przedstawił wstrząsające opisy świadków rzezi wołyńskiej. Naprawdę warto obejrzeć zarówno sam spektakl „Proszę o wybaczenie” jak i wykład historyka z IPN – patrz film oraz więcej zdjęć poniżej (w galerii).
czytaj więcej...

(3 komentarzy)

  Z ogromnym smutkiem przyjęliśmy wiadomość, iż 16 kwietnia 2014 zmarł tragicznie Piotr Czosnyka, lider dąbrowskiego zespołu „Suchy Chleb dla Konia”. Pogrzeb odbędzie się jutro, tj. we wtorek, 24 kwietnia, o godzinie 13:oo na cmentarzu parafialnym w Dąbrowie Tarnowskiej.    Piotr Czosnyka w grudniu ubiegłego roku ukończył 28 lat (urodził się 28.12.1985 roku), był poetą, autorem piosenek i liderem zespołu "Suchy Chleb dla Konia", który od początku swego istnienia, to jest od 10 lat, działał przy Dąbrowskim Domu Kultury. Koncert zespołu w czasie "Dni kultury tarnowsko-dąbrowskiej" w Chicago Początek zespołowi „Suchy Chleb dla Konia” dał chyba kabaretowy utwór „Spowiedź krowy”. Pierwszy występ zespołu miał miejsce 22 listopada 2004 roku w Dąbrowskim Domu Kultury. Już nieco wcześniej młodzi muzycy nagrali w domowych warunkach swe pierwsze utwory. Skład zespołu nieco się zmieniał, ale najbardziej charakterystyczni dla „Suchego Chleba” byli Marcin Margosiak, Tomasz Leżoń, Sebastian Lechowicz, Daniel Klaczak, Darek Skrzyniarz, Lukasz Nowak oraz przede wszystkim Piotrek Czosnyka. Pierwszą, profesjonalną płytę zespół nagrał w 2005 roku. Najbardziej znane jego utwory to: „Polska”, „Testament”, „Spowiedź krowy”, „Dzieci”, „Krótka historia o Chrisie Malcolmie”, „Telefony”. Ostatnim kawałkiem „Suchego Chleba dla Konia” jest utwór „Freud” – kliknij tutaj:  https://www.youtube.com/watch?v=QvaV_rbENo4 Piotrek przez pewien czas pracował w Centrum Polonii w Brniu i to w najciekawszym okresie dla tej instytucji, gdy rozpoczynała swą działalność. Pomagał przy organizacji wielu ciekawych imprez. Patrz np. tutaj:  http://www.marekciesielczyk.com/centrum-polonii/  Spotkanie z Polonią dąbrowską w USA Był osobą zaangażowaną społecznie - np. włączył się w akcję protestacyjną przeciw nieuzasadnionym zmianom personalnym w Centrum Polonii w Brniu oraz wyjątkowo wrażliwą - brał udział w akcjach charytatywnych, np. w pikniku na rzecz powodzian na Powiślu Dąbrowskim, w czasie którego wystąpił m.in. zespół „Suchy Chleb dla Konia” – w czerwcu 2010 roku – patrz np. tutaj: część 1: https://www.youtube.com/watch?v=wHN2bL5Q26Q część 2: https://www.youtube.com/watch?v=vPJYAQSTDgY   Także miasto Dąbrowa Tarnowska mogło zawsze na niego liczyć. Dni Dąbrowy Tarnowskiej odbywały się z udziałem „Suchego Chleba” np. w lipcu 2012 – patrz tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=dkq0qOKX4Xw   W grudniu 2010 roku Piotrek wraz z zespołem wziął udział w organizowanych przez ówczesnego Dyrektora Centrum Polonii w Brniu Marka Ciesielczyka  „Dniach Kultury Tarnowsko-Dąbrowskiej w Chicago” – patrz np. tutaj: http://interia360.pl/swiat/ameryka/artykul/jak-wypromowac-maly-region-za-oceanem-nie-wydajac-ani-zlotowki,41818  ***** Rodzinie i przyjaciołom Piotra składamy wyrazy głębokiego współczucia. Robert Kądzielawa Prezes KR Media, wydawca „Prawdę mówiąc”  dr Marek Ciesielczyk Redaktor naczelny „Prawdę mówiąc”   Koncert w czasie Dni Dąbrowy Tarnowskiej   Piknik charytatywny w Centrum Polonii na rzecz powodzian na Powiślu   Piotrek współorganizował imprezy dla młodzieży w Centrum Polonii w Brniu   Wywiad dla jednej z rozgłośni polonijnych w Chicago Artykuły nt koncertów "Suchego Chleba" w Chicago Jeden z koncertów w Chicago Koncert dla młodzieży i dzieci polonijnych w USA   Udział w Dniach kultury tarnowsko-dąbrowskiej w Chicago   Piotrek współorganizował spotkanie z Dyrektorem Biura Stanu Illinois w Europie Środkowej Udział w Dniach Dąbrowy Tarnowskiej
czytaj więcej...

(6 komentarzy)

  Otrzymał prawo pobytu w USA jako „bohater”, internowany w czasie stanu wojennego. W 1981 roku funkcjonował jako jeden z 19 najważniejszych działaczy NSZZ „Solidarność”. Później wyemigrował i był działaczem polonijnym w USA. Faktycznie został zarejestrowany jako tajny współpracownik  komunistycznej Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „RETURN”, a szefem małopolskiej „Solidarności” został dzięki pomocy SB, jak wynika z dokumentów z IPN. Sam Wacław Sikora twierdzi, że było inaczej. Służba Bezpieczeństwa organizuje wybory w „Solidarności”  Zanim SB zdecydowała się na pozyskanie do współpracy urodzonego w 1948 roku tarnowskiego elektromechanika, zebrała o nim mnóstwo informacji, które mogły okazać się pomocne przy werbunku. Wynika z nich, że jeden z czołowych działaczy „Solidarności” w Tarnowie, Wacław Sikora, już w latach 70. znany był w tym środowisku jako „chuligan mościcki”, jak czytamy w dokumentach SB w IPN. W 1971 roku został skazany - wg tych materiałów - na karę trzech miesięcy aresztu za pobicie starszego człowieka „z pobudek chuligańskich w stanie nietrzeźwym”. Zanim zaś został szefem „Solidarności” w całej Małopolsce, pracował w tarnowskiej „Wytwórni Gazów Technicznych POLGAZ”. Po sierpniu 1980 roku jego brat, Andrzej Sikora, późniejszy Senator RP z tego regionu, namówił go do zaangażowania się w pracę związkową. Z dokumentów SB, zgromadzonych w IPN wynika także, że Służba Bezpieczeństwa wiedziała również, że 10 maja 1981 roku Wacław Sikora, wracając swoim samochodem z „imprezy alkoholowej członków Komisji Tarnowskiej Solidarności” został zatrzymany przez patrol milicyjny. Gdy badanie krwi wykazało obecność sporej ilości alkoholu, MO skierowała do kolegium wniosek o ukaranie Sikory. W „informacji operacyjnej” SB z 16.06.1981 czytamy m.in.: ”W celu zatuszowania sprawy w Kolegium brat Wacława Sikory, Andrzej Sikora, będący przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ ‘Solidarność’ w Zakładach Azotowych i obecnie członek Zarządu Regionu i Tutaj Mieczysław (wiceprzewodniczący „S” w ‘Azotach’), postanowili ‘załatwić’ mieszkanie z puli ‘Azotów’ dla funkcjonariusza MO, PINC Jerzy z KWMO w Tarnowie. Żona Pinca pracuje obecnie w ‘Azotach’. (…) Mieszkanie Pincowa dostała”. zdjęcie wyżej: Działacze „S” - wg SB - próbowali zatuszować sprawę jazdy Sikory w stanie nietrzeźwym   Nieuchronnie nasuwa się w tym miejscu pytanie, w jaki sposób doszło do wyboru na szefa „Solidarności” w całej Małopolsce lokalnego, tarnowskiego działacza, na którym ciążyły konkretne zarzuty, bynajmniej nie politycznej, lecz kryminalnej natury? Jak czytamy w zgromadzonych w IPN materiałach, dotyczących Wacława Sikory, jego wybór na szefa małopolskiej „Solidarności” w 1981 roku był ogromnym zaskoczeniem nie tylko dla działaczy związkowych, ale także dla niego samego. Dokument z 3 sierpnia 1981 roku, zatytułowany: „Charakterystyka Przewodniczącego MKZ NSZZ Solidarność Region Małopolska” zawiera taką oto informację: ”W liczącym się stopniu do jego wyboru przyczyniły się prowadzone przez Wydział III-A działania operacyjne, w wyniku których zdyskwalifikowano w opinii związkowej kandydatów frakcji radykalnej W.Hardka, R.Kaczmarka i B.Sonika”.   SB miała pomóc wybrać Sikorę na szefa „S” w Małopolsce   17 lipca 1981 roku SB opracowała „Plan rozmowy z Przewodniczącym Zarządu Regionalnego NSZZ Solidarność ‘Małopolska”. Jej celem miało być „rozeznanie możliwości dialogu… w zamian za udzieloną pomoc”. W nawiązaniu kontaktów z SB miał pośredniczyć wspomniany wyżej, znany Sikorze funkcjonariusz MO z Tarnowa Pinc. „Głównym argumentem w rozmowie” miała być zaś - według jednego ze „scenariuszy”, opracowanych przez SB – „oferta pomocy w uzyskaniu prawa jazdy”, które Sikora stracił po wspomnianym zatrzymaniu przez MO, gdy prowadził samochód w stanie nietrzeźwym. Taki był pierwotny plan działania SB. 26 lipca 1981 roku doszło do kontaktu Sikory oraz jego zastępcy w małopolskim zarządzie „Solidarności” Stefana Jurczaka z oficerami SB. Do tego samego przedziału pociągu, którym ci dwaj działacze związkowi jechali do Gdańska na posiedzenie Krajowej Komisji Porozumiewawczej NSZZ „Solidarność”, wszedł porucznik Jacek Działowski oraz porucznik Kazimierz Kasprzak, którzy przedstawili się jako pracownicy jednostki naukowo-badawczej Zjednoczenia Przemysłu Surowców Chemicznych. Esbekom udało się bardzo szybko zaprzyjaźnić ze związkowcami. Po kilku kieliszkach wódki Sikora najpierw dokładnie zrelacjonował przebieg Walnego Zjazdu „Solidarności”, który odbył się kilkanaście dni wcześniej, a następnie oskarżał o manipulacje wyborcze radykalną grupę działaczy ‘Solidarności’ z terenu Krakowa, wg relacji SB. Po kilku następnych kieliszkach miał ujawnić esbekom nawet i to, że ma kochankę w Grudziądzu. Oficerowie Wydziału III-A Służby Bezpieczeństwa w Krakowie w swym raporcie zauważają: „Sikorze imponują kontakty z prasą oraz rozgłos. Bardzo drobiazgowo opowiada o wywiadach, jakich udzielił…Uważa się za ważną osobistość… liczy na zajęcie eksponowanego stanowiska w nowych władzach KKP…” Sikora nie krył dumy także z powodu swego wynagrodzenia. Jako pracownik tarnowskiego „Polgazu” zarabiał 5 tys. zł miesięcznie, zaś jako Przewodniczący MKZ NSZZ „Solidarność” Regionu Małopolska – aż 15 tysięcy zł. Esbecy nie musieli więc wcale werbować Sikory na tym etapie znajomości, gdyż dowiedzieli się od niego wystarczająco dużo. Zastępca Naczelnika Wydziału III SB w Krakowie, porucznik Kasprzak tak podsumował 3 sierpnia 1981 roku rozmowę z Sikorą i Jurczakiem w pociągu: „Planuje się szybkie sfinalizowanie opracowania obydwu w/w”. SB była tak bardzo zadowolona z faktu wyboru Sikory na szefa „Solidarności” w Małopolsce, iż podjęła działania chroniące go przed atakami wewnątrzzwiązkowej konkurencji. By ta nie zdyskredytowała przewodniczącego Sikory, wykorzystując jego „inklinacje do alkoholu i kobiet” - jak czytamy w dokumentach SB w IPN - esbecy postanowili „w drodze kombinacji operacyjnej” spowodować przeniesienie go z hotelu asystenckiego AGH w Krakowie (gdzie został zakwaterowany po wyborach i gdzie mógł być kontrolowany przez swych przeciwników wewnątrz „Solidarności”) do hotelu dla ekspertów zagranicznych Huty im. Lenina. Cały ten czas Sikora kontrolowany był przez tajnych współpracowników SB o pseudonimach „Czajka”, „Stasiu’ i „Ceramik”, którzy byli jego związkowymi kolegami i którym przede wszystkim zawdzięczał wybór na przewodniczącego „Solidarności” w Małopolsce. Dzięki nim właśnie oraz dzięki Sikorze esbecy dążyli cały czas do „wprowadzania na ważne, etatowe funkcje MKZ („Solidarności”) wytypowanych przez Wydział III-A (SB) osób”. Sam Sikora stał się jeszcze bardziej ważną figurą na solidarnościowej scenie. Po pierwszym zjeździe „Solidarności” wybrany został członkiem najważniejszego ciała decyzyjnego związku - Prezydium Krajowej Komisji Porozumiewawczej, w skład której wchodziło 19 osób. Marek Ciesielczyk Ciąg dalszy nastąpi
czytaj więcej...
  Dąbrowa Tarnowska nie ma swojego zawodowego teatru. Co prawda takowy funkcjonuje w pobliskim Tarnowie, lecz jakość tego, co jest tam wystawiane, sprawia, że lepiej pojechać te 80 kilometrów do Krakowa i zobaczyć na scenie coś wartościowego, niż być narażonym na oglądanie niskiej wartości spektaklu. Mimo, że od ćwierć wieku tarnowski teatr nie może wyjść z kryzysu, władze tego miasta z uporem maniaka topią miliony złotych podatników w tej miejskiej instytucji. W sobotę 11 stycznia 2014 miała tutaj miejsce premiera sztuki opartej na „Procesie” Franza Kafki.   Od próby usprawiedliwienia pedofilii do quasipornografii  Jako że poziom, a właściwie jego brak, tarnowskiego teatru nie odbiegał w ciągu ostatnich 25 lat od – powiedzmy – jakiejś studenckiej, amatorskiej grupy teatralnej (być może w tym miejscu obrażamy studentów), pojawiła się w teatrze - jak widać - pokusa, by wciągnąć widza na widownię przy pomocy skandalu, najlepiej o charakterze seksualnym, patrz: np. artykuł „Próba usprawiedliwienia pedofilii czy sztuka?” -  http://tarnow.prawdemowiac.pl/newsreader/items/proba-usprawiedliwienia-pedofilii-czy-sztuka.html Z łezką w oku można wspominać lata, gdy dyrektorem tarnowskiego teatru był śp. Ryszard Smożewski. Od tego czasu w tarnowskim teatrze zamiast sztuki gości wojna aktorów z dyrekcją, a ostatnio wojna dyrekcji z dyrekcją (odejście dyrektorki artystycznej Eweliny Pietrowiak w atmosferze kolejnego skandalu). na zdjęciu: pierwsze wydanie "Procesu" z 1925 roku   Od samobójstwa dyrektora do biurokratyzacji sztuki  Za prezydentury Ryszarda Ś. (aresztowanego niedawno przez CBA i podejrzanego o korupcję) w teatrze działo się tak, jak na tarnowskich drogach, łącznikach autostradowych etc. – czyli źle. W roku 2011 ówczesny dyrektor tarnowskiego teatru Edward Żentara popełnił samobójstwo. W jednej z notatek prasowych na ten temat czytamy m.in.: „Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że pełniący ostatnio funkcję dyrektora teatru w Tarnowie aktor popełnił samobójstwo. Jak nieoficjalnie dowiedział się Fakt, przeciął sobie żyły udowe. Aktor zostawił list, z którego wynika, że powodem dramatycznego kroku były problemy związane z sytuacją w teatrze i kłopoty sercowe” - patrz np.: http://film.wp.pl/idGallery,8390,idPhoto,273893,title,Edward-Zentara-popelnil-samobojstwo-Nowe-fakty,galeria.html?ticaid=11203c Teraz dyrektorem tarnowskiego teatru jest urzędnik Rafał Balawejder, człowiek, który być może zna się na wielu innych rzeczach, ale na pewno nie na teatrze, co pokazuje choćby premiera w/w „Procesu”. Dodać wypada, że atmosferę skandalu zagęściła wiadomość, iż przewodniczący „opiekującej się” teatrem Komisji Kultury Rady Miejskiej i równocześnie szef proprezydenckiego ugrupowania o nazwie „Tarnowianie” (sic!) jest na liście płac tegoż teatru, który ma w pewnym stopniu także kontrolować!   Sztuczny penis zamiast „Procesu”  Wracając jednak do premiery sztuki opartej na wybitnym dziele Franza Kafki, zauważyć wypada, iż zamiast oddać charakterystyczną dla twórczości tego artysty atmosferę absurdu, którą wyraża niemiecki przymiotnik KAFKAESK, reżyser Jarosław Tumidajski usiłował niemal przez cały czas trawnia spektaklu wmawiać widzowi, iż najważniejszym jest w przypadku „Procesu” coś, co niektórzy mogliby nazwać erotyką, inni zwykłą pornografią. W rzeczy samej nie była to jednak ani erotyka, ani nawet pornografia, lecz jakaś ich nieudolna, wręcz prymitywna imitacja. Ustawicznie eksponująca swoje krocze panienka, "grająca" z partnerem na scenie różnego rodzaju stosunki seksualne miała zastąpić – jak się zdaje – to, co u Kafki najważniejsze, surrealizm, wszechwładzę sądu czy urzędów w ogóle, tragizm sytuacji człowieka itd.  Być może reżyser-młokos chce poprzez pokazywanie sztucznego członka zwabić widzów do teatru? Kiedyś, aktor pokazywał na tarnowskiej scenie gołą pupę i to „rozsławiło” wówczas Tarnów niemal tak, jak dzisiaj aresztowanie prezydenta Ryszarda Ś. Zapewne do teatru „zagoniona” zostanie tarnowska młodzież licealna. Uczniowie zobaczą zamiast „Procesu” Kafki żałosne quasierotyczne pląsy aktoreczki z dyndającym u jej podbrzusza sztucznym penisem.   Scena impresaryjna zamiast trwającego w nieskończoność skandalu Wydaje się, że ta ostatnia premiera jest ostatnią kroplą goryczy, która przepełniła nie tyle jakąś przysłowiową czarę, ale wyczerpała cierpliwość tarnowskich podatników, którzy od lat utrzymują instytucję, która powinna zniknąć z kulturalnej mapy Tarnowa. Jeśli od 25 lat miasto nie jest w stanie zapewnić jej prawidłowego rozwoju, powstać powinna scena impresaryjna, na której tarnowscy widzowie mogliby zobaczyć to, co jest naprawdę dobre w polskich teatrach z innych miast (np. z Krakowa). Jeśli już utopiono bezmyślnie miliony złotych, modernizując budynek teatru (nawiasem mówiąc fatalna architektura, nie pasująca do otoczenia!), to niech przynajmniej będzie jakiś pożytek z samego budynku teatru, skoro nie może go być z teatru jako takiego.  Po wyjściu z teatru pomyślałem, iż lepiej było wydać te 70 zł (cena dwóch biletów) na butelkę przyzwoitej jakości francuskiego wina… Marek Ciesielczyk
czytaj więcej...

(1 komentarzy)