styczeń 2015:

Od wtorku, 30 grudnia (a w niektórych sklepach od 31 grudnia, tj. od środy) można już nabyć kolejny, styczniowy, świąteczny numer "Prawdę mówiąc".

  • Jaka jest jego zawartość - patrz tekst na głównej stronie portalu.
Aktualnie nie ma żadnych nadchodzących wydarzeń.

Wiadomości polonijne

Do: Komisja Europejska i inne organy Unii Europejskiej (odpowiedzialne za przekazywanie funduszy europejskich), Eurodeputowani Marszałek Województwa Małopolskiego, Wojewoda Małopolski Najwyższa Izba Kontroli, Regionalna Izba Obrachunkowa Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego   Szanowni Państwo, Jako Polak mieszkający od wielu lat w USA (czyli członek społeczności polonijnej) obserwuję od pewnego czasu z niepokojem proces upadku instytucji kultury Powiatu Dąbrowskiego (województwo małopolskie, Polska) – Centrum Polonii – Ośrodek Kultury, Turystyki i Rekreacji w Brniu, którego powstanie współfinansowane było przez Unię Europejską (poprzez Małopolski Urząd Marszałkowski). Nie rozumiem, jak można było wydać na tę instytucję spore pieniądze (bo ponad 1 milion złotych) z kasy Unii Europejskiej, a następnie dopuścić do jej upadku? Jak pokazuje choćby oficjalna strona internetowa Centrum Polonii - www.centrumpolonii.pl - instytucja ta prowadziła ożywioną działalność w okresie wrzesień 2009 – marzec 2011, kiedy to jej dyrektorem był dr Marek Ciesielczyk (były profesor politologii University of Illinois w Chicago oraz Fellow w European University Institute we Florencji), który zorganizował np. takie imprezy, jak: międzynarodową konferencję naukową na temat mordu w Katyniu z udziałem między innymi młodzieży polskiej z Rosji, Ukrainy, Litwy, Białorusi czy też Dni Kultury Dąbrowsko-Tarnowskiej w Chicago, z udziałem artystów z tego regionu Polski. Po skandalicznym pozbyciu się dr. Ciesielczyka przez nowy Zarząd Powiatu Dąbrowskiego w kwietniu tego roku, na stanowisko Dyrektora Centrum Polonii powołano bez konkursu urzędnika Starostwa Powiatowego Mateusza Rzeźniewskiego, który nie miał praktycznie żadnego doświadczenia w pracy z Polonią. Centrum Polonii zamarło wówczas na kilka miesięcy, mimo że z funduszy Wojewódzkiego Urzędu Pracy zatrudniono wtedy dodatkowe osoby! Po kilku miesiącach władze powiatu dąbrowskiego znowu zmieniły Dyrektora Centrum Polonii. Zatrudniono również urzędnika ze Starostwa Powiatowego, Stanisław Krawca, również bez konkursu. Człowiek ten nie ma nawet wyższego wykształcenia! Do dzisiaj nic się nie dzieje w Centrum Polonii! Po co więc było wydawać ponad milion złotych z kieszeni podatników państw Unii Europejskiej? (...) Jak to możliwe, że w ramach własnego już remontu zabytkowego dworku w Brniu, w którym mieści się Centrum Polonii, władze Powiatu Dąbrowskiego dopuściły do wyburzenia części ściany w głównej sali dworku, by zrobić otwór na wejście do kuchni? Czy konserwator zabytków wyraził na to zgodę, a jeśli tak, czym się kierował, dopuszczając do oszpecenia tego zabytku. Na uwagę zasługuje także fakt, iż w ramach zakupów, sfinansowanych także z funduszy europejskich pozyskano sprzęt, który – z tego co czytałem – jest mało przydatny (np. zakupione nagłośnienie do małych stosunkowo sal) lub szpecący zabytkowe wnętrza (np. zamontowane na stałe olbrzymie ekrany czy głośniki). Kierownik projektu, w ramach którego miało miejsce finansowanie unijne, musiał wyrazić chyba na to zgodę? Niezrozumiałe dla mnie jest także inwestowanie publicznych pieniędzy w chwili, gdy toczy się obecnie postępowanie o odzyskanie tego obiektu przez potomka ostatnich właścicieli dworku. Czy sposób i źródła finansowania rekonstrukcji zabytkowego parku są zgodne z obowiązującymi przepisami o przeznaczaniu pieniędzy na ściśle określone w tych przepisach cele? Skoro w Centrum Polonii w Brniu nic istotnego się nie dzieje w praktyce od kwietnia 2011 roku, w jakim celu zatrudniono dodatkowych pracowników, opłacanych z funduszu Wojewódzkiego Urzędu Pracy? Dlaczego budżet roczny tej instytucji oraz liczba zatrudnionych tam osób, przewidziana w projekcie całego przedsięwzięcia, na podstawie którego doszło do jego współfinansowania z funduszy Unii Europejskiej, nie odpowiadały dotychczas budżetowi faktycznemu ani rzeczywistemu zatrudnieniu pracowników? Dlaczego od 7 miesięcy dopuszcza się do zamierania czy upadku instytucji kultury, której powstanie zawdzięczamy także Unii Europejskiej? Dlaczego marnuje się pieniądze, pochodzące z kieszeni podatnika europejskiego (w tym polskiego), utrzymując przy życiu w tej chwili fikcyjną już instytucję? Uważam, że jako cząstka Polonii amerykańskiej mam prawo zadawać takie pytania, dotyczące instytucji o nazwie Centrum Polonii w Brniu. Z poważaniem Wacław Pęcak z Chicago (adres podany w/w instytucjom), Chicago, 1 listopada 2011   P.S. Przy tej okazji należałoby także spytać, dlaczego zabytkowe kilkusetletnie rzeźby z parku dworskiego w Brniu niszczeją, złożone niczym gruz w jakimś magazynie, zamiast zdobić ten zespół parkowo-dworski. Kto jest za to odpowiedzialny? Martwe Centrum Polonii w Brniu. Kiedyś tętniło tu życie.
czytaj więcej...

(20 komentarzy)

Operacja „BREMA" 15 maja 1983 roku Antoni B. został warunkowo zwolniony z więzienia w dość zagadkowych okolicznościach. Służba Bezpieczeństwa zaczęła prowadzić operację pod nazwą „BREMA", inwigilując go w dalszym ciągu przy pomocy tych samych tajnych współpracowników. Zaraz po wyjściu Antoniego B. z więzienia, 23 czerwca 1983 roku TW „Andrzej" pił z nim wódkę w tarnowskim zajeździe koło Dunajca, sporządzając dla SB szczegółowy donos na temat tego, co powiedział jego kolega. 5 lipca 1983 TW „Andrzej" wziął udział w imprezie imieninowej u Antoniego B. Były nauczyciel tarnowski był nieustannie obserwowany aż do sierpnia 1988 roku, kiedy to ostatni swój donos przekazał SB inny tajny współpracownik SB „Staszek". W dokumentach SB znajdujemy nawet kartkę pocztową, wysłaną z Chicago do Antoniego B. przez jego dawnego kolegę Wojciecha Minicza, pracującego wówczas dla „Głosu Ameryki". W czasie przesłuchania Antoni B. stanowczo odcinał się od znajomości z Miniczem, gdy SB próbowała wysondować, jakie znaczenie ma wspomniana pocztówka, którą przechwyciła wcześniej na poczcie. Dlaczego Antoni B. został zwolniony wcześniej z więzienia? Dlaczego SB kontrolowała go tak skrupulatnie także po opuszczeniu celi? W dostępnych dokumentach Służby Bezpieczeństwa nie znajdujemy odpowiedzi. Czy Antoni B. zobowiązał się do współpracy z komunistycznymi służbami specjalnymi w zamian za skrócenie kary więzienia? Czy był inwigilowany dlatego, że SB chciała sprawdzić, czy nie jest podwójnym agentem? Być może odpowiedź na te pytania dadzą dokumenty, które w tej chwili znajdują się jeszcze w zbiorze wyodrębnionym, niedostępnym dla badaczy? Przypadek Antoniego B. oraz donoszących na niego tajnych współpracowników SB - jakkolwiek różny od klasycznej relacji: „poszkodowany przez SB – donosiciele" – obrazuje ciągle to samo zjawisko. Tajni współpracownicy SB (nie wiedząc przecież o tym, że Antoni B. podejrzewany jest o „szpiegostwo") - donosili na swego przyjaciela. Zachowywali się więc jak klasyczni „kapusie". Czy Antoni B. chciałby dzisiaj poznać ich nazwiska? Czy chciałby, aby te nazwiska zostały upublicznione? Kutatkowski jedzie do Ameryki ze sfałszowanym paszportem W latach 70-tych, gdy Gierek rozluźnił nieco kajdany komunistyczne, sporo Polaków próbowało wyjechać do USA. Czasem barierą nie do pokonania był paszport, innym razem amerykańska wiza. Opisana wyżej szajka fałszerzy paszportów i wiz amerykańskich oferowała więc swoje usługi zarówno w regionie tarnowskim jak i na Powiślu Dąbrowskim. Jednym z jej klientów był Tadeusz K. z Niwek. Z akt IPN o sygnaturze IPN Kr 071/124 wynika, że jeden z fałszerzy Jan K. zeznał, iż w 1978 roku przerobił Tadeuszowi K. paszport na nazwisko Kutatkowski. Dzięki temu Tadeusz K. otrzymał wizę amerykańską. Wspólnikowi Jana K. Franciszkowi Sz. Tadeusz K. miał dać za tę usługę 300 dolarów. Z USA Tadeusz K. wrócił na początku 1981 roku. Na podstawie zeznań Jana K. trafiłby zapewne na salę sądową, a później do więzienia, gdyby nie amnestia z 21 lipca 1984 roku. 24 września 1984 roku Prokuratura Rejonowa w Tarnowie umorzyła śledztwo ze względu na wspomnianą amnestię. Tym samym Tadeusz K. uniknął więzienia. P.S. Przed wakacjami 2008 tarnowskie stowarzyszenie „Uczciwość" zaproponowało byłym tajnym współpracownikom SB w tym mieście, by ujawnili się sami. „Uczciwość" zapowiedziała, że jeśli tego nie zrobią, ich nazwiska będą ujawniane systematycznie, począwszy od 30 października, tj. dnia przyjazdu do Tarnowa Prezydenta RP, śp. Lecha Kaczyńskiego z okazji ogólnopolskich obchodów 90. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. I faktycznie pierwsze nazwisko zostało wówczas ujawnione. 30 października 2008, w telewizji TVN, w głównym wydaniu FAKTÓW, o godzinie 19:oo, piszący te słowa ujawnił nazwisko tarnowskiego oficera SB, Kazimierza Bańburskiego, który był wówczas kustoszem Mauzeum Okręgowego w Tarnowie. Marek Ciesielczyk Na zdjęciu: autor ujawnia w TVN nazwisko oficera SB
czytaj więcej...

(5 komentarzy)

W niedzielę, 29 stycznia 2011, o godz. 15:oo, w siedzibie EAGLES, 5844 N.Milwaukee Ave. Chicago, Il. 60646 dr Marek Ciesielczyk wygłosi wykład na temat działalności komunistycznej Służby Bezpieczeństwa w środowisku polonijnym w Chicago. Dr Ciesielczyk przedstawi nowe dokumenty, odnalezione w archiwum IPN, potwierdzające współpracę z SB jednego z najbardziej znanych działaczy organizacji weteranów polonijnych, dziennikarza uchodzącego za jednego z najbardziej "prawicowych" w Chicago, a także nowe dokumenty obrazujące kontakty innego polonijnego dziennikarza Andrzeja Jarmakowskiego z rezydentem SB z konsulatu PRL w Chicago.   Więcej informacji uzyskać można telefonicznie: + 48 601 255 849 __________________________________________
czytaj więcej...

(17 komentarzy)

Pech (dla SB) chciał, że gdy w Tarnowie wybuchła „afera paszportowa", okazało się, że Antoni B. jest jednym z fałszerzy i należy go aresztować, co – jak już wcześniej wspominaliśmy – nie było na rękę SB. Paszporty - oprócz Antoniego B. - mieli fałszować Jan K., Franciszek Sz. Oraz Mieczysław Sz. Gdy ktoś chciał w regionie tarnowskim lub dąbrowskim wylecieć do USA, a nie mógł otrzymać paszportu, wyżej wymienieni sprzedawali mu takowy za 300 – 1.000 dolarów. Pomagali też „załatwić" amerykańską wizę. Trzej wspólnicy Antoniego B. zostali aresztowani w marcu 1980 roku. Samego Antoniego B. oszczędzono, by w dalszym ciągu rozpracowywać „siatkę szpiegowską". W sprawie tej interweniował osobiście generał Pożoga z MSW. Jednak gdy Jan K. w czasie widzenia w areszcie ze swoją żoną dowiedział się od niej, iż Franciszek Sz. popełnił samobójstwo w swojej celi w tarnowskim więzieniu 27 marca 1980 roku, zaproponował prokuraturze swoją pomoc i zaczął obciążać swymi zeznaniami również Antoniego B. Mimo nacisków ze strony SB prokuraturze nie pozostało nic innego jak aresztowanie również Antoniego B. Najpierw zarzucono mu udział w grupie, fałszującej paszporty i taka wersja została podana do wiadomości publicznej. Do dzisiaj mieszkańcy okolic Tarnowa I Dąbrowy Tarnowskiej, którzy interesowali się tą sprawą, są przekonani, że Antoni B. został aresztowany, a następnie skazany za fałszowanie paszportów. Ukrywana prawda była jednak inna. Komunistycznym służbom specjalnym, które liczyły na pochwały ze strony przełożonych za rozpracowanie „siatki szpiegowskiej" , nie pozostało w tym momencie nic innego, jak przedstawić Antoniemu B. zarzuty dotyczące właśnie szpiegostwa na rzecz BND (niemieckiego odpowiednika CIA). 26 kwietnia 1981 roku Sąd Wojskowy Okręgu Warszawskiego skazał Antoniego B. z artykułu 124 kk (za szpiegostwo na rzecz wywiadu RFN) na 4 lata więzienia i 3 lata pozbawienia praw publicznych. Zeznania fałszerzy doprowadziły także do tych mieszkańców regionu tarnowskiego i dąbrowskiego, którzy dzięki nim wyjechali do USA (w tym także Tadeusza K. z Niwek). Marek Ciesielczyk ciąg dalszy nastąpi w numerze grudniowym
czytaj więcej...

(10 komentarzy)